Medytacje
Rozważanie na niedzielę 19 listopada 2006
Mk 13,24-32
Kiedy patrze na ten fragment Pisma Świętego to zastanawiam się na moim Słońcem....Czyw yszło ono wreszcie zza chmur? Czy jest na tyle jasne, aby móc do drugiego wyciągnąć rękę. Wydaje mi się, ż ekażda chwila jest stosowna na przyjście Pan, bo w końcu codziennie mówimy: Przyjdź Królestwo Twoje....Ale gdyby ten moment zasatał Mnie właśnie teraz...To co?? Czy byłbym wsatnie śpiewać Alleluja, czy byłbym wstanie śpiewać Chwała. Bo pytanie jest jedno: czy jestem gotowy na spotkanie z Miłością? Jest obawa, że całe Nasze życie będzie wiecznym tańcem, podczas którego nie zauważymy Oblubieńca. W Tym momencie przypomina mi sie Wesele Wyspiańskiego i owa uśpiona chata weselna i ten nieszczęsny chocholi taniec, bezmairowy, nudny....A uczestnicy owego Wesela tańczą i tańczą i nie słyszą Jaśka, który woła. I moi drodzy oby z Nami nie było podobnie...Ale nie ma co głowy spuszczać....Tylko czekać i być gotowym, by usłyszeć: Oto stoję u drzwi i kołaczę.Posłysz mój głos, usłysz owe wołanie: Pójdźcie błogosławieni, szczęścliwi Ojca Mego...i te słowa trwają od zawsze i są słyszalne i dziś. Tylko jednego: Effatha, Otwarcia na owy dzień Słowa trudne, dające do myślenia, ale moze warto zdobyć się na wysiłek i zatrzymać się na chwilę, zamknąć usta, a otworzyć uszy i serce i spojrzeć w siebie....
Fenomenalny
|