Medytacje
Rozważanie na niedzielę 18 marca 2007
Łk 15, 1-3. 11-32
Przypowieść o marnotrawnym synu automatycznie kieruje nas na głównego bohatera. Dziś chciałbym zaproponować spojrzenie na jego brata – zapomnianego już prawie w nauczaniu Kościoła, a przecież gdyby jego postać nie byłaby ważna, Jezus by jej nie umieścił w tej przepięknej opowieści o powrocie. Chętnie porównujemy się do syna marnotrawnego, mniej chętnie do jego brata a to przecież do niego jesteśmy również podobni... Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu, a mnie nigdy nie dałeś koźlęcia żebym się zabawił z mymi przyjaciółmi(Łk 15, 29). Współcześnie brzmią mniej więcej tak te słowa: Oto tyle lat ci służę, a temu grzesznikowi lepiej się powodzi ode mnie! Czyż te słowa nie wydają nam się dziwnie znajome? Czyż nie używamy w nadmiarze?(przypominam, że nadmiar to już jeden raz!). Mam wrażenie, że często zapomina się iż nasze życie tu na ziemi nie jest celem i stąd rodzą się owe napięcia. Naszym celem jest Jeruzalem niebieskie. Chcesz nagrodę teraz w doczesności czy po przejściu przez granicę śmierci w wieczności. Ani oko nie widziało (...) jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują(por. 1Kor 2, 9). Będąc dzisiaj w sklepie zobaczyłem jak mama wchodzi z krzykliwi płaczącym dzieckiem. Sprawa rozchodziła się z pewnością o jakiegoś batonika. Tak sobie pomyślałem, że postawa brata syna marnotrawnego jest postawą nieznośnego dzieciaka, który nie potrafi docenić tego co ma. Dziecku może jeszcze to przystoi ze względu na jego percepcyjno-umysłowe możliwości ale nam – dorosłym ludziom? Potrzeba nam dziecięcej a nie dziecinnej postawy przed Bogiem. Otwórz oczy i spójrz dookoła. Bóg do ciebie mówi: ... wszystko moje do ciebie należy...(Łk 15, 31). I dziękuj... za wiatr, drzewo, liść, chmurę, księżyc, słońce, ludzi którzy cię otaczają... gwarantuję ci, że do końca życia nie zabraknie ci powodów do dziękczynienia...
Starko
|