Medytacje
Rozważanie na niedzielę 17 czerwca 2007
Łk 7, 36-8,3
Kolejna niesamowita sytuacja, którą zachwycamy się w tej Ewangelii. Zdarzenie, które jest przeniknione prostą miłością, lecz jakże mocno wartościową i wymowną w gestach. Grzeszna kobieta… Przecież w tradycji i przekonaniu człowieka obcowanie z grzesznikiem jest czymś złym, a wręcz haniebnym. Tak, jest to nasze ubogie zachowanie, ale jednak prawdziwe. Lecz przystańmy i wsłuchajmy się w słowa:
„A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, przyniosła flakonik alabastrowy olejku i stanąwszy z tyłu u Jego stóp, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego stopy i włosami swej głowy je wycierała. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.”
Co zrobił Jezus? Nie wstał i nie odepchnął kobiety wychodząc za drzwi z domu faryzeusza. Spojrzał na nią i odpuścił grzechy „ponieważ bardzo umiłowała” W sposób prosty i szczery. Tak jak potrafiła. Wylała swoją miłość na Niego.
Ta wyjątkowa sytuacja skłania do refleksji na sobą. Skoro nie chcemy obcować z grzesznikami i im pomagać powinniśmy być sami. Nie ma takiego człowieka na ziemi, który nie byłby obciążony grzechem. Nie łudź się! Warto o tym pamiętać! Gdy z naszych ust wypływa kolejny osąd. „Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom” Darował - swoje nieskończone miłosierdzie.
Komar
|